Categories
Książki

“Dom z dwiema wieżami” – minirecenzja

Zainspirowana wywiadem z autorem w podcaście "Radio Książki" sięgnęłam po biografię Macieja Zaręby-Bielawskiego, który podzielił się historią swojej rodziny, a więc dziadków, rodziców i jego samego. Już na początek ciekawostką jest fakt, że książka powstała w języku szwedzkim i dopiero wtórnie została przetłumaczona na język polski. Pozwoliło to Bielawskiemu na stworzenie dystansu między swoimi emocjami, a przedstawianymi losami swoich bliskich. Zapewne nie było mu łatwo poważyć się na szczerość, na wydobycie upiorów z rodzinnych szaf na światło dzienne, na zmierzenie się z niewygodnymi prawdami na temat Polski.
Maciej Zaręba-Bielawski urodził się w 1951 r. Jego ojciec był znanym psychiatrą, potomkiem rodu szlacheckiego, który poślubił kobietę o kilkadziesiąt lat młodszą, żydówkę. O swoich żydowskich korzeniach dowiedział się w wieku 17 lat, w momencie, kiedy przyszło mu nagle opuścić Polskę wraz z matką, babką i rodzeństwem. Pozbawieni obywatelstwa polskiego, osiedli w Szwecji. Dopiero po wielu latach autor dotarł do dokumentów, przeczytał listy, spotkał ludzi i poznał fakty, które wcześniej były przed nim ukrywane i przez niego tylko przeczuwane.
Znajdziemy w tej książce opis przedwojennej sytuacji żydów w Polsce, zupełnie odmienne losy ojca i matki pisarza podczas drugiej wojny światowej, przeczytamy o dzieciństwie w zakładzie psychiatrycznym i wiele więcej, a wszystko opowiedziane z dużą wrażliwością, niebanalnie, poruszająco. Gorąco polecam.

Categories
Książki

“Nikola Tesla. Moje życie i wynalazki” – minirecenzja

https://czytamzwiedzamopisuje.blogspot.com/2020/02/nikola-tesla-moje-zycie-i-wynalazki.html

Categories
Książki

“No pasa nada!” – minirecenzja

https://czytamzwiedzamopisuje.blogspot.com/2020/02/no-pasa-nada-nic-sie-nie-dzieje-kobiece.html

Categories
Książki

“Czyż nie dobija się koni” – minirecenzja

Ostatnimi czasy dosyć często trafiam na książki, które mają swoje filmowe odpowiedniki. Tak też jest z egzystencjalną powieścią Horace McCoy'a "Czyż nie dobija się koni". Niedawno do księgarń trafiło nowe wydanie tej książki, która ukazała się po raz pierwszy w USA w 1935 r.
Opowiada ona historię dwójki młodych ludzi, którzy w czasach wielkiego kryzysu przybywają do Hollywood, żeby szukać szczęścia w branży filmowej, choćby w charakterze statystów. Z braku pieniędzy i perspektyw decydują się na udział w wielkim maratonie tanecznym, który daje szanse na nagrodę finansową. Dziewczyna jest destrukcyjnym typem człowieka, nie widzi sensu w życiu i swoim czarnowidztwem oddziałuje na otaczających ją ludzi, co ostatecznie prowadzi do tragedii.
Powieść, mimo że bardzo krótka, kryje w sobie dużo treści. Podejmuje różne tematy, pokazuje typowo amerykańskie zjawiska społeczne, budzi kontrowersje i skłania do refleksji.

Categories
Podróże

9 miast, które najbardziej chciałabym odwiedzić

To, co zapisane, staje się bardziej realne, nie tak ulotne jak wyobrażenia. Spisuję tu więc listę dziewięciu najbardziej przeze mnie upragnionych celów podróżniczych z myślą, że przybliży mnie to choć trochę do przekucia marzeń w rzeczywistość. W przypadkowej kolejności chciałabym znaleźć się choć na kilka dni w tych oto miejscach:

1. Stambuł – miasto unikat, leżące na dwóch kontynentach, pomiędzy kulturowym wschodem i zachodem, które odcisnęły na nim swoje piętno, nakładając się na siebie i przyjmując niezwykle bogate i różnorodne formy.
2. Neapol – bliskość wulkanu, kuszący południowowłoski charakter, dreszczyk grozy na myśl o działalności Camorry, Sycylia na wyciągnięcie ręki, góry, zatoka, morze… Jak nie chcieć się tam znaleźć? A bród? Śmieci? Niedość przekonujące argumenty, by mnie zniechęcić.
3. Florencja – miasto najwybitniejszych artystów wszechczasów, miasto, gdzie człowiek potyka się o sztukę i odkrywa ślady historii na każdym kroku. Miasto, które pobudza moją wyobraźnię, pozwalając przenieść się do renesansu, dla mnie najbardziej fascynującej epoki w dziejach Europy.
4. Marrakesz – fragment arabskiego świata, o który chciałabym się otrzeć, spadkobierca dawnej, przebogatej kultury mauretańskiej. Przy Marrakeszu się nie upieram. Mógłby go zastąpić np. Fez, równie ciekawe, historyczne miasto marokańskie.
5. Kazań – centrum kultury tatarskiej. Niby Rosja, a całkiem jak nie Rosja.
6. Carcasonne – miasto twierdza, zachowane w świetnym stanie z czasów średniowiecznych, miasto katarów, urok południowej Francji.
7. Rio de Janeiro – kolorowe, hałaśliwe, miasto brama do Ameryki Południowej, miasto karnawał.
8. Monte Video – i jeszcze raz Ameryka Południowa, ale tam w Urugwaju jakaś całkiem inna, Monte Video to wizytówka tego nietypowego kraju nad Atlantykiem i La Platą.
9. Buenos Aires – miasto tanga, pięknych plaż, miasto, które nie zasypia.

Które pierwsze się zmaterializuje?

Categories
Książki

“Ludojady z Kumaonu” – minirecenzja

W czasach, kiedy ekologia i walka o prawa zwierząt są kwestią wielkiej wagi, wspomnienia Jima Corbetta, tropiciela i łowcy tygrysów mogą budzić silne kontrowersje. Autor, Brytyjczyk mieszkający w północnej części Indii na podgórzu Himalajów, pełnił na przełomie lat 20. i 30. XX w. rolę obrońcy mieszkańców wiosek, którym zagrażały tygrysy ludojady. W bardzo obrazowy i fascynujący sposób opisał metody podchodzenia, tropienia, czatowania i rozprawiania się z bestiami, które na skutek utraty pełnej sprawności, nie będąc w stanie polować na dziką zwierzynę, wybierały łatwiejrszą zdobycz, człowieka i zasmakowawszy w ludzkim mięsie, pozbawiały życia nawet dziesiątki ofiar.
Corbettowi nie można odmówić zarówno głębokiej znajomości natury tygrysów i innych dzikich zwierząt, miłości do przyrody, jak i całkiem przyzwoitego stylu literackiego. Jego opisy krajobrazów czy topografii są bardzo plastyczne i ujmujące. Żargon łowiecki, jakiego używa, dzięki wyjaśnieniom tłumacza i redakcji, zupełnie nie przeszkadza w delektowaniu się lekturą. Jest groźnie, a zarazem ekscytująco i pięknie. Polecam.

Categories
Książki

“Przemytnicy książek z Timbuktu” – minirecenzja

Irytują mnie książki, które pozują na literaturę faktu, a w najlepszym razie okazują się literaturą poszlak lub przypuszczeń. Szczególnie jest to frustrujące,
gdy książka podejmuje ciekawy, mało znany temat i gdy czyta się ją z prawdziwym zaangażowaniem, by przy końcu stwierdzić, że to, co się przeczytało, w
rzeczywistości może być tylko półprawdą lub zupełnie nie tym, na co pozowało.
Taka sytuacja przydarzyła mi się z "Przemytnikami książek z Timbuktu". Autor, Charlie English, opowiada dwutorowo, w nieparzystych rozdziałach przybliżając
czytelnikowi wydarzenia z przełomu 2012 / 2013 r., kiedy to do Timbuktu, miasta w północnym Mali, położonym nad rzeką Niger, wkroczyli najpierw rebelianci,
domagający się utworzenia niezależnego państwa Tuaregów, a następnie dżihadyści z północy Afryki. W mieście nastał terror. Mieszkańcy, święte miejsca,
a także biblioteki, gromadzące bezcenne rękopisy z minionych wieków znalazły się w niebezpieczeństwie. By ratować historyczne manuskrypty, kilku bibliotekarzy
zainicjowało akcję potajemnego wywożenia zbiorów do Bamako, stolicy Mali, położonej na południu kraju. Parzyste rozdziały to z kolei próba chronologicznego
przedstawienia historii eksploracji terytorium Mali przez brytyjskich, francuskich i niemieckich odkrywców, począwszy od końca XVIII w. Ich dążenia do
odnalezienia Timbuktu, miasta legendy, które miało kryć niezmierzone bogactwa, przez długi czas kończyły się niepowodzeniami. Znajdziemy tu też rekonstrukcję
historii miasta od czasów jego założenia około XII w. przez rozkwit w XV i XVI w., kiedy stanowiło ośrodek kultury i nauki w tamtym regionie i kiedy powstała
większość manuskryptów, aż po utratę znaczenia. Wszystko razem jest niezwykle zajmujące, prócz ostatniego rozdziału, w którym przebieg i sens całej akcji
ratunkowej zostaje poddany w wątpliwość, a czytelnik zaczyna się zastanawiać, po co w takim razie to czytał i co kryje się tak naprawdę za fasadą tej opowieści.

EltenLink